Na Czerwonym Dywanie Covebo: Paulina Czura
Menu
Na Czerwonym Dywanie Covebo: Paulina Czura

Na Czerwonym Dywanie Covebo: Paulina Czura

Od oglądania jego profilu na Facebooku nie wiadomo czy łapać się za usta (żeby zatrzymać ślinotok), za głowę (żeby nie zwariować od feerii kolorów) czy za brzuch (bo jeśli na widok zamieszczanych zdjęć shake’ów nie wybuchnie od burczenia to będzie cud). Bar "Wintydż", bo o nim mowa, to miejsce do którego chce się wracać. Pytamy właścicielkę Paulinę Czurę o to, jak smakuje sukces, skąd czerpać pomysły i czy warto wszystko postawić na jedną kartę.

Serio, cuda, które wrzucacie na Facebook to chyba jakiś fotomontaż. Używacie Photoshopa czy naprawdę przygotowujecie te odjechane shaki i drinki sami?

Hahaha, sami, sami. Faktycznie, niektóre wyglądają jak z kosmosu, bo używamy do ich wykonania absolutnie wszystkiego, co jest jadalne: smoczych owoców, holenderskiej pasty piernikowej, lawendy, płatków róż, a nawet brokatu! Ogólnie wyznajemy zasadę, że nie ma rzeczy niemożliwych a im więcej i weselej, tym smaczniej i lepiej!

Czym się inspirujecie?

Wszystkim. Naturą dookoła, porami roku, trendami w modzie, tym, co obecnie można kupić na lokalnym ryneczku (świeże owoce i kwiaty) albo nową sukienką koleżanki z pracy. Sky is the limit.

Pytam cały czas o Was w liczbie mnogiej. Ile osób tworzy "Wintydż"?

2 lata temu zaczynaliśmy we dwójkę – ja i mój chłopak Karol. Później dołączyła do nas jeszcze jedna kelnerka. Po roku potrzebowaliśmy zdecydowanie większego personelu, dzisiaj "Wintydż" to dwóch kierowników i kilka barmanek i kelnerek.

A skąd w ogóle pomysł, żeby robić to, co robicie?

Jeszcze podczas mojego pobytu w Holandii i pracy przez Covebo wymarzyłam sobie to miejsce: nietuzinkowe, oryginalne i z klimatem. Wiedziałam, że praca na produkcji to dopiero początek i że prędzej czy później wrócę do Polski, aby zrealizować moje marzenie.

Wróciłaś i …. ?

Na początku pracowałam przez 4 lata jako kelnerka w miejscu, w którym teraz jest "Wintydż". Tam poznałam Karola (wtedy barmana, obecnie mojego chłopaka i wspólnika ;). Wtedy już we dwójkę zaczęliśmy się zastanawiać co byśmy zrobili jakby ten pub był nasz. Później przenieśliśmy się do innej restauracji w Opolu, a ponieważ zawsze w pracy dogadywaliśmy się super, postanowiliśmy stworzyć coś razem i połączyć siły. Poszło idealnie, każdy z nas wnosi coś innego, jesteśmy nieodłącznym team’em i bez któregoś z nas "Wintydż" raczej nie może istnieć. Bardzo dużo pomógł nam mój brat Łukasz i jego żona Iza. Bez nich praktycznie to miejsce nie mogłoby powstać.

Były momenty zwątpienia?

Wiadomo! Skąd wziąć tyle pieniędzy czy jak sobie poradzimy z prawnymi kruczkami zakładania firmy… Ale tak jak już wyżej wspominałam mieliśmy ludzi, na których mogliśmy liczyć.

Czyli sukces osiągnięty! A jak on smakuje?

Sukces smakuje Nutellą, brokatem i egzotycznymi owocami, czasami bitą śmietaną i lodami. Po wyjściu z pracy jest się całym w Nutelli i lodach. Dopiero się rozkręcamy, planujemy otworzyć w najbliższym czasie gofiarnię w Opolu oraz dalej rozwijać "Wintydż" w innych miastach. Bądźcie na bieżąco i zaglądajcie regularnie na nasz profil na Facebook’u!

Profil Facebookowy baru "Wyntydż" (Opole): https://www.facebook.com/chcebycwintydz

Ostatnio zmienianypiątek, 04 sierpień 2017 09:46
Powrót na górę

Partnerzy